Zaledwie 5% wszystkich sześciolatków będzie uczęszczać od września tego roku w zajęciach organizowanych w pierwszych klasach szkół podstawowych. Najwyższy odsetek w tym przedziale wiekowym rozpocznie edukację szkolną na Mazowszu i Pomorzu Gdańskim, a najniższy udział Ministerstwo spodziewa się odnotować na Podlasiu, Dolnym Śląsku oraz w Małopolsce.
Podane dane to orientacyjne szacunki, które zostaną potwierdzone w połowie września , kiedy z kuratorów oświaty napłyną oficjalne informacje.
Dlaczego z około 350 tysięcy sześciolatków w Polsce tylko rodzice niewielu z nich decyduje się posłać swoją pociechę do szkoły?
Opinie rodziców są podzielone. Przeważają zdania o niedojrzałości emocjonalnej dzieci, „słabym” przygotowaniu szkół na przyjęcie sześciolatków, skracaniu dzieciństwa, obaw ze strony rodziców czy dyrektorzy szkół zapewnią pełną 8 godzinną opiekę tak jak to ma miejsce w przedszkolnych warunkach. Jak wygląda lekcja? Ile trwa? Ile dzieci ma pod swoją opieką nauczyciel? Czy reforma w ogóle jest potrzebna? Może lepiej remontować, unowocześniać istniejące przedszkola i stawiać nowe budynki niż posyłać sześciolatki w mury szkolne? Oto dylematy i wątpliwości przed którymi stoi dziś rodzic sześciolatka.
Pomimo starań Ministerstwa i uruchomienia programu RADOSNA SZKOŁA, którego celem jest pomoc w wyposażeniu szkół, tworzeniu placów zabaw dla najmłodszych uczniów oraz stworzenia strony na której rodzice, dyrektorzy i nauczyciele mogą znaleźć przydatne informacje dotyczące wdrażania ustawy o edukacji szkolnej sześciolatków i celów wychowania przedszkolnego nie udało się przekonać większości zainteresowanych do pomysłu Ministerstwa.
Jak wygląda w rzeczywistości klasa i program opracowany z myślą o potrzebach najmłodszych uczniów? Według dyrektor Biura Edukacji m.st. Warszawy Jolanty Lipszyc warszawskie szkoły co do jednej, są przygotowane do przyjęcia sześcioletnich dzieci. Dyrektorzy szkół potwierdzają spełnienie wyznaczonych przez MEN standardów. Co oznacza miedzy innymi sale wyposażone w mebelki, krzesełka i stoliki dostosowane do potrzeb sześciolatków. Jak podkreśla Lipszyc sala jest pełna zabawek, pomocy dydaktycznych wspomagających rozwój uczniów. Przyjazny kolorowy wystrój, dywany, stoliki ustawione w kole przypominają wyglądem salę jaką dzieci pamiętają z przedszkola.
Ponadto Lipszyc zapewniła, że każda szkoła, w której będą przebywać najmłodsze dzieci, jest przygotowana do dziesięciogodzinnej opieki nad nimi. Będzie pięć godzin zajęć edukacyjnych i pięć godzin zajęć dodatkowych, tak aby dziecko mogło przebywać w takim oddziale w czasie porównywalnym z czasem gwarantowanym przez przedszkola. Opiekę w klasach będzie sprawowało dwóch nauczycieli. Do południa będzie realizowana podstawa programowa, w drugiej części dnia nauczyciel skoncentruje się na rozwoju dziecka.
Trudno jednoznacznie określić czy pomysł MEN jest trafiony czy też nie. Racje obu stron są równie przekonywujące. Rodzice obawiają się, że ich dzieci będą traktowane jak „króliki doświadczalne” a środowisko szkolne nie jest miejscem odpowiednio przygotowanym dla najmłodszych uczniów. Ustawa –według rodziców- nie jest dopracowana i będzie na bieżąco korygowana w miarę upływu czasu i pojawiania się pierwszych błędów i niedociągnięć. To wszystko niekorzystnie wpłynie na ich dzieci.
Z kolei MEN odpiera ataki i powołuje się na badania, że dziś siedmiolatki i sześciolatki, są bardziej rozwinięte fizycznie i emocjonalnie niż 20 lat temu. Pora na wprowadzenie modelu edukacji jaki obowiązuje w większości państw UE.
Sprawdź jakie doświadczenia w posyłaniu dzieci wcześniej do szkoły mają kraje UE i EOG na http://www.6latki.men.gov.pl
Pozdrawiam wszystkich zatroskanych rodziców!




