Pokój zawalony zabawkami. Komputer, telewizor, gameboy, pluszaki, sterty gier planszowych, samochody ręcznie sterowane lub nie, książeczki, komiksy, klocki lego, figurki Spider-Mana, groźnego Venoma, armia robotów transformersów, kolejka elektryczna. Zabawki gadające, śpiewające, tańczące i świecące i nasze dziecko, marudzące, że nie ma, w co się bawić.

 

Sytuacja znana wszystkim rodzicom. Kupujemy wciąż nowe na topie zabawki, które uszczęśliwiają naszą pociechę, ale na krótko. Zaspokajamy potrzebę posiadania. Dziecko chce popularny gadżet, bo wszyscy koledzy go mają. Coraz droższe i głupsze zabawki zostają nam zareklamowane jako edukacyjne, kreatywne i odpowiednie dla wszechstronnego rozwoju naszego malucha.

Dlaczego w instrukcji, do wibrującego pod wpływem dotyku pieska czytamy, że to twórcza zabawka. Wypowiadający zdanie robot, że rozprawi się z wszystkimi wrogami jest w rankingach najczęściej kupowanych zabawek w pierwszej 10.

Dlaczego? Bo są nowe na rynku i modne. Zadaniem firm reklamowych jest dotrzeć do najmłodszego klienta i produkt sprzedać. Kupującym jestem ja, rodzic. Stoję przed wyborem albo wydam kilkaset złotych i przez mniej więcej miesiąc będę miała spokój z dzieckiem. Albo nie wydam i mam nieszczęśliwe dziecko oraz poczucie winy, że Stasio jest odszczepieńcem w gronie rówieśników, bo nie posiada extra zabawki. W każdym razie zostać przy 1 lub 2 opcji jest równie źle. Rodzic cokolwiek wybierze jest skazany na marudzące dziecko. Z doświadczenia wiem, że taki nieprzemyślany zakup będzie zalegał półkę już po miesiącu. I znów stojąc pośród ogromnej ilości przeróżnych zabawek dziecko zakomunikuje, że nie ma, w co się bawić?

Moja 9 letnia siostrzenica Ola przepada za książeczkami z serii PUS (Pomyśl-Ułóż-Sprawdź). To zestaw książeczek przeznaczonych dla dzieci w różnym wieku. Jedna książeczka to 100 pytań i 100 odpowiedzi ułożonych w formie quizu. Każde następne pytanie poszerza wiedzę dziecka o najbliższym otoczeniu. Opracowano tematy dotyczące zdrowia, higieny, ruchu drogowego, właściwego odżywiania, a także świata roślin i zwierząt. Stasio uwielbia książeczkę dla 4 latka. Sam rozwiązuje proste pytania w stylu: Co nosi na głowie listonosz? Czego używa w swojej pracy strażak? Co się robi z cukru? Co jest przysmakiem wiewiórki?. Zaznacza prawidłową odpowiedź wybierając spośród 3ch możliwych. Zestawy trudniejsze Stasio wykonuje z moją pomocą. Rebusy, zagadki, słowa ukryte w nazwie obrazka, rymowanki rozwiązujemy wspólnie. Tu autor wymaga większej znajomości i sprawności w posługiwaniu się językiem polskim i matematyką.

Cdn niebawem