Czasami mam wrażenie, że najczęściej wypowiadanym przez Zuzię słowem jest :„dlaczego?”, a także: „po co?”, „a skąd wiesz?”, „a kiedy tak było?” itd. Myślę, że każdy rodzic przedszkolaka mógłby co nieco do tej listy dopisać. Dziecięce pytania potrafią zaskoczyć nawet najbardziej wykształconego dorosłego. Na szczęście, bo przecież „nie wiem” to czasem najlepsza odpowiedź. Wtedy możemy rozpocząć wspólne poszukiwanie wiedzy. Nie trzeba mieć tytułu profesora ani profesjonalnego sprzętu, aby w domowym laboratorium przeprowadzić prawdziwe, naukowe doświadczenia.
Nasze pierwsze doświadczenie przeprowadzimy w kuchni. Oczywiście głównym eksperymentatorem będzie nasza pociecha. My, o ile to tylko możliwe, ograniczajmy się do roli asystenta. Przygotowujemy dwa małe słoiczki, kawałek włóczki (ok. 20cm), wodę oraz 10 dag chlorku sodu, czyli 5 łyżek soli kuchennej. Słoiczki do połowy napełniamy wodą, najlepiej ciepłą. Następnie do każdego z nich powoli wsypujemy sól, od czasu do czasu mieszając. Czy to jakieś czary? Gdzie podziała się sól? Skoro jej nie widać, czy to znaczy, że jej nie ma? Pozwólmy dziecku spróbować wodę. Słona? Oto właśnie otrzymaliśmy roztwór soli. Dzieci bardzo lubią poznawać nowe nazwy i określenia, dlatego wykorzystujmy każdą sytuację, aby poszerzać ich słownictwo. Nasz mały naukowiec zapewne nieraz nas zaskoczy swoją wiedzą:)
Sól dosypujemy do czasu, aż przestanie się rozpuszczać w wodzie. Wtedy do każdego słoiczka wkładamy jeden koniec włóczki, tak, aby był zanurzony w roztworze. Zwróćmy uwagę na to, aby woda z włóczki nie kapała zbyt szybko. Możemy to regulować napięciem nitki i ilością wody w pojemniczkach. Słoiczki ustawiamy na szafce lub na parapecie w odległości ok. 5 cm od siebie. Zadaniem naszego małego naukowca będzie baczne obserwowanie zachodzących zmian- pojawianie się na nitce białego osadu, który… jest słony i rośnie:) Uprzedźmy dzieci, że doświadczenie to wymaga czasu, a na ostateczne rezultaty trzeba poczekać kilka dni. Ta, być może pierwsza, lekcja chemii na pewno będzie także lekcją cierpliwości i wytrwałości.
Dzieci wykazują się niezwykłą ciekawością świata, a naszym zadaniem jest primum non nocere, czyli „po pierwsze nie szkodzić”, nie gasić tego dążenia do wiedzy. Po drugie, stwarzać im możliwość do samodzielnego odkrywania świata. Być może eksperymentując, sprawdzając, myląc się, testując i w końcu znajdując odpowiedź, nasza pociecha odkryje w sobie naukową pasję.





Rewelacja!!! Mój syn uwielbia wszelkie eksperymenty i napewno będzie zachwycony!!! Proszę o więcej!
Bardzo się cieszę i zapraszam do czytania naszego bloga. Już niebawem kolejne doświadczenia dla małych i dużych:)