Z piernikami co roku jest ta sama historia. Robi się je na kilka tygodni przed Świętami, by skruszały. Jednak jak zachować je do Świąt, gdy roznoszący się po całym domu zapach przyciąga do kuchni domowników, którzy z błagalną miną mówią: „Mogę? Ten to już ostatni, na pewno…”. Jeśli chcecie, aby przynajmniej kilka się ostało, schowajcie je w szczelnej puszce i zapomnijcie na jakiś czas, że ta puszka istnieje... Co będzie nam dziś potrzebne: - 3 szklanki mąki - połowa szklanki miodu - 5 łyżek miękkiego masła - połowa szklanki cukru pudru - 1 jajko - 2 łyżeczki sody - połowa opakowania przyprawy do piernika - dodatki do dekoracji wg. uznania (kolorowe lukry, cukiereczki, orzeszki, skórka pomarańczowa) Prosimy dziecko o wymieszanie wszystkich składników. Jest przy tym dużo radości, bo można się przecież bezkarnie brudzić. W ugniataniu ciasta musimy trochę dziecku pomóc, bo jest to zadanie wymagające większej siły. Gdy udało nam się wspólnie stworzyć jednolitą masę, pokazujemy dziecku, jak należy ją rozwałkować. Wałkujemy, podsypując ciasto mąką, by się nie kleiło. Gdy ciasto ma grubość 3-4 mm, pokazujemy maluszkowi, jak za pomocą foremek wycinać piernikowe kształty. Tak przygotowane ciasto wkładamy do piekarnika rozgrzanego do temperatury 180 st. C zaledwie na kilka minut (maksymalnie 5). Po wyjęciu, czekamy na ostygnięcie ciasta i zaczyna się najlepsza zabawa – dekorowanie. Tu dowolność jest wielka. Pozwalamy, by wodze wyobraźni naszego dziecka puściły i obserwujemy efekty. Naprawdę warto, malutkie rączki potrafią zdziałać cuda! A teraz ćwiczcie silną wolę, do Świąt zostało jeszcze kilka dni…